Refleksje

KILKA REFLEKSJI

Ostatnio wielu naukowców z różnych dziedzin rozpatruje wpływ komputeryzacji na realizację zadań zawodowych przez pracowników tych dziedzin. Zwykle te wypowiedzi oparte na naukowej analizie występują w 2 wariantach: optymistycznym i pesymistycznym.

Wariant optymistyczny – zadania będą wykonywane szybciej i dokładniej bez pomyłek i konieczności wydłużania czasu pracy. Znacznie skrócą i uproszczą proces decyzyjny.

Wariant pesymistyczny – zwiększy się bezrobocie, znikną niektóre zawody z uwagi na to, że pracę przejmą roboty (nie chorują, nie mają rodzin, nie bywają zmęczone, nie boli je głowa, nie mają „humorów”, nie mylą się w obliczeniach, nie tracą czasu na dojazd, nie konkurują ze sobą, nie znają mobbingu i… nie myślą).

W oglądanym przeze mnie ostatnio programie wieszczono, że w ciągu kilku lat taki los dotknie także około 85 % sekretarek, asystentek oraz innych pracowników biurowych. W tych zawodach pracę będą wykonywać roboty. To może być prawdopodobne pod jednym warunkiem – szefowie też będą automatyczni.

Moim zdaniem w takiej sytuacji załatwienie jakiejkolwiek sprawy będzie wyglądało tak jak połączenie z którąś z linii telefonii komórkowej. Zamiast recepcjonistki głośna melodyjka na przywitanie, która nieco się przedłuża… Potem automat: jeśli x, wciśnij 1, jeśli y – wciśnij 2 i tak aż do 10. Przy numerze 10 – niestety wszyscy konsultanci są zajęci, a czas oczekiwania około 10 min. I jeszcze jeden drobiazg – to kosztuje wg stawek operatora.

Jestem z całym szacunkiem dla nauki, ale śmiem twierdzić, że żaden robot nie zastąpi recepcjonistki, sekretarki, asystentki, kierownika biura. Podobny pogląd wyrażają nasze koleżanki z Europy i nie tylko. Czynności stricte techniczne: wyszukiwanie informacji, dostępność wzorów i przepisów, skomplikowane kalkulacje mogą wykonywać roboty, ale bezpośredni kontakt z klientem, interesantem, petentem jest nieodzowny.

Nie wiem zresztą czy przełożeni byliby usatysfakcjonowani mając zamiast miłej blondynki lub brunetki, która rozbraja uśmiechem nawet najbardziej naburmuszonego klienta – automat, który najlepiej parzy kawę.

Moim zdaniem „dehumanizacja” wymienionych wyżej zawodów będzie oznaczać porażkę organizacji. Podobno wg prognoz najmniejsze ryzyko wyginięcia przedstawiają zawody: księdza i lekarza-chirurga. Roboty tylko ułatwiają ich pracę.

Rozejrzyjmy się wokół siebie, czy dobra sekretarka lub asystentka nie wykonuje czynności leczących ciało (np. udzielając pierwszej pomocy) lub duszę (wysłuchując refleksji szefa po raz n-ty na tematy, które są jej doskonale znane).